wtorek, 20 listopada 2012

Jesienne medytacje

Jesienne medytacje



           
Tego roku jesień zaskoczyła, jeśli nie wszystkich, to mnie na pewno . Podczas niedzielnego spaceru poczułam, jak ciepłe powietrze otula mnie. Mogłam radować się tą nieoczekiwaną zmianą pogody. Przyzwyczaiłam się do deszczowego i szarego listopada. A tu moim oczom jawi się cała gama jesiennych barw. Jeszcze na niektórych drzewach wiszą żółte, brązowe i rudawe liście. I wśród tych kolorów czerwień krzewu, której nasycenie rozgrzewa moje wnętrze.

            Stawiałam wolno kolejne kroki i z radością doświadczałam obecności duszy. Ona także była zdziwiona i pełna wdzięczności za tak piękny dar. Wsłuchałam się w odgłosy jesieni i w tej aurze oddałam się rozmyślaniom. Tematem ich było życie, którego tajemnica zawsze pozostanie dla mnie nieodgadniona. A może nie...

            Może uda się choć trochę dotknąć sekretu i zrozumieć swoje posłannictwo w tym miejscu i czasie. Tak jak udało się pewnej kobiecie odnaleźć własną drogę. Z przyjemnością czytałam zwierzenia Beaty Pawlikowskiej, o jej ścieżkach, jakie pokonywała, aby dotrzeć do własnego wnętrza. Jak wędrowała po całym świecie za szczęściem, a okazało się, że jest w niej. Jak chciała, po prostu, żyć i nieustannie marzyła. Pewnie autorka „W dżungli życia” nawet nie zdaje sobie sprawy, że stała się kimś przyjaznym dla mnie. W końcu dzieliła się na stronach tego poradnika tym, co najcenniejsze. Nie każdy potrafi udzielić odpowiedzi na pytanie: „Co jest najważniejsze?”.

Dla Beaty Pawlikowskiej, kiedy opowiada o popełnionych błędach i licznych próbach jest to coś naturalnego. Przedstawia swoją historię z namaszczeniem, aż w pewnym momencie nie zauważamy jak staje się naszą. W pierwszym rozdziale zatytułowanym „Początek” wspomina o Paulu McMartney`u, którego śpiew wywarł głęboki wpływ na życie tej niezwykłej kobiety. To piosenka pt.”Michelle” wywołała w niej potrzebę wolności, podróży, pasji tworzenia, sztuki i miłości. Stała się także inspiracją do nauki języka angielskiego, by móc zrozumieć, o czym śpiewają „The Beatles”?

            Wyobraźcie sobie, że również zapragnęłam posłuchać tego utworu. Choć tyle lat minęło, ta muzyka nadal przemawia swoim językiem do mnie.

            Każdy rozdział jest jak pudełko z cennymi radami, dzięki którym prościej żyć. Chciałam napisać „łatwiej”, zastanowiłam się chwilę i pomyślałam: nie, to nie są wskazówki prowadzące do lekkiego życia. Każda z nich wymaga wysiłku i wewnętrznej dyscypliny.
To jest nawet coś w rodzaju programu, jak zorganizować własne życie.

            Zaczyna się od zwykłej czynności rozmawiania ze sobą. Beata pokazuje, jak nauczyła się słuchać, nazywać rzeczy po imieniu i zadawać sobie pytania. Według Niej: „Pytanie wypowiedziane na głos nabiera większej wagi i staje się problemem, który domaga się rozwiązania”.

            Każdy rozdział poprzedza rysunek autorki. Ten zatytułowany „Teoretycznie wszystko gra” ozdabia obrazek ze słoniem, na którego grzbiecie siedzi Beata. Ilustracja jest prosta, jak dla dzieci. Mimo, że widnieje na nich tylko zwierzę, autorka i w tle słońce to porusza strunę 
mojej wrażliwości.

Dotarłam tym sposobem do chwili, w której Beata zaczęła spełniać swoje marzenie, czyli podróżować. A jednak, jak sama się przyznaje drążył Ją dziwny niepokój. Z niego to wyrosło pragnienie zmiany na lepsze. Czegokolwiek, choćby tego, czego w sobie nie lubiła.

Następne odkrycie może nie będzie nowością. Warto mimo wszystko o nim pisać i mówić. Bo to fundamentalna prawda życia, a tak często o niej zapominamy. Jest nią po prostu szacunek dla siebie samego.

Znajdziemy tu także wskazanie, jak wybrać priorytet życia i jak zarządzać sobą w czasie. Najcenniejsze jest to, które nawołuje do szukania w sobie własnego talentu – otwartych drzwi, przez które możemy dalej wejść w życie.

Dalsze stronice są lawiną instrukcji, jak poradzić sobie ze sobą, jako jednym wielkim problemem. Czy rzeczywiście tak jest, to zależy od Ciebie... Czy jesteś dla siebie przyjacielem czy przybierasz wygodną postać ofiary, szukającej pomocy u innych, a ciebie zwalniającej z odpowiedzialności.

Nie będę przytaczać kolejnych drogowskazów Beaty. Wszystkie są nieocenione i trudno się z nimi nie zgodzić. Warto natomiast się z nimi zapoznać i skonfrontować ze sobą, zadając sobie pytania.

Gorąco Was zachęcam do sięgnięcia po tą książkę, której lektura sprawi, że uświadomisz sobie, dla jakich chwil warto żyć?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz