Lauren St John: Opowieść słonia. Przeł. Agnieszka Walulik ( Tytuł oryginału : The elephant`s Tale ) Wydawnictwo W.A.B. Warszawa 2011
|
Grudzień jest miesiącem, w którym częściej pomagamy niż zwykle. Nadaje się do tego bardziej niż inne dni. Dlaczego? Przecież w tym czasie obchodzimy Święto Bożego Narodzenia. Gdy wokół nas roztacza się świąteczna aura zaglądamy do swego serca. Łatwiej wtedy odwołać się do ludzkiej wrażliwości. To przecież nie godzi się żebym pławiła się w rozkoszach kulinarnych przysmaków i cieple domowego ogniska. A na innym kontynencie choć gorącym pierwszy raz od 30 lat ONZ ogłosił klęskę głodu.
Tym miejscem jest Afryka. Naturalnym odruchem w takiej sytuacji jest chęć udzielenia pomocy. Przeglądając ostatni numer czasopisma popularno-naukowego „Fokus” natknęłam się na artykuł o skandalu humanitarnym powstałym w wyniku dawania wsparcia afrykańskiej ludności.
Pomoc od zawsze była wartością, która nie podlega dyskusji. Tymczasem okazuje się, że może mieć, tak jak bieda różne oblicza. W wcześniej wspomnianym artykule pojawiają się szokujące hasła jak np. „Pomoc, która zabija” albo pytanie : „Dlaczego światu opłaca się nędza Afryki?”. Sama pomoc na zasadzie zaspokojenia wyrzutów sumienia lub poprawienia sobie samopoczucia już nie wystarcza. Chodzi o to aby była skuteczna i tym samym trafiła do właściwych osób. Tak jak pisze Joanna Nikodemska : „ Jeśli naprawdę chcemy pomóc najbiedniejszym krajom świata i uchronić ludzi przed śmiercią głodową, musimy przestać działać doraźnie, wożąc dary, na których bogacą się lokalni watażkowie. Potrzebne są rozwiązania systemowe...” Nie może to być tylko wspaniałomyślny gest, na który nas stać raz w roku. Pomoc ma stanowić przemyślany program, w którym najważniejszy jest potrzebujący. To oni nas potrzebują. Tymczasem wychodzi na to, że to ubodzy są nam niezbędni.
Drodzy słuchacze! Dziękuję, że mogłam podzielić się z Wami myślą o pomaganiu.
A teraz przejdźmy do świata książek. Ostatnio trafiła w moje ręce „Opowieść słonia”. Zapewne jak się domyślacie, jest związana z Afryką. Wiem, że przecież to nie czas podróży ale dzięki kontrastom nasze życie nabiera innego wymiaru. Pewnie niedługo spadnie pierwszy śnieg. A wówczas ciepła kolorystyka okładki tej książki ogrzeje Cię. Jest na niej tak charakterystyczny dla tych stron- słoń, na tle piaszczystych wzniesień. Wpatruję się i już daję się ponieść klimatycznym opisom Lauren St John, która pewnie pisząc swoje opowieści przenosi się w świat dzieciństwa. Urodziła się bowiem w Rodezji. Takie miejsce nie daje się tak łatwo zapomnieć.
