Vicki Myron, Bret Witter: Dziewięć wcieleń kota Deweya. Wydawnictwo Znak Kraków 2011 |
Mam przed sobą książkę, na wspomnienie której uśmiecha mi się serce. Bo jak inaczej można zareagować na opowieści pełne miłości, której bohaterami są koty i ich właściciele?
Jakby mało tego, w tle opisanych wydarzeń jest najbardziej magiczne miejsce -biblioteka. Tu bowiem znalazł dom zmarznięty kociak, którego wrzucono w mroźną noc do otworu na zwracane książki. Stąd nie dziwi okładka wraz z rudowłosym ( zapewne ) Deweyem i stosem ułożonych w pięknym kształcie książek. Jest na niej także napis zapowiadający, że znajdziemy w tej historii wyjątkowe koty, które zmieniły ludzkie życie.
Z przygodami tego niezwykłego kociego bohatera mogliśmy zapoznać się w pierwszej książce Vicki Myron, zatytułowanej „Dewey. Wielki kot w małym mieście”. Spotkała się z takim odzewem, że jej autorka postanowiła kontynuować te dzieje. Powstały one dzięki tym wszystkim, dla których kot stał się kimś ważnym w ich życiu. Każdy rozdział jest historią to o Ciasteczku, to o Marcepanie, innym razem o Plebance, Pannie Szarotce czy Bożonarodzeniowym Kocie... Ich imiona mówią wiele. Są pełne słodyczy i czułości, jaką obdarzali je ich opiekunowie.
W okresie przedświątecznym półki sklepów są zasypane figurkami aniołów. Lubię zatrzymać się przy nich, popatrzeć i mimo woli uśmiecham się... Ich sylwetki zapowiadają magię Świąt. To w końcu Anioł zwiastował Maryi radosna nowinę o narodzeniu Jezusa Chrystusa.
Dlaczego piszę o aniołach? Ponieważ Vicki Myron uwierzyła w ich istnienie gdy zobaczyła w Deweyu jednego z nich. Ja osobiście wierzę w anioły, którymi mogą okazać się przypadkowo spotkani ludzie. Potem stwierdzam, że to nie był przypadek. Bo jak nazwać kogoś, kto wypowiedział słowa, na które czekaliśmy całe życie? To nie może być zbieg okoliczności.
Autorka „Dziewięciu wcieleń kota imieniem Dewey” wspomina o magii jej bohatera, który choć był tylko kotem, ale potrafił wydobywać z ludzi to, co najlepsze. I rzeczywiście chyba tak jest, że tchnienie iluzji porusza w nas delikatną strunę dobra. Ci, którzy przychodzili dotychczas do biblioteki po książki, zaczęli do niej zaglądać aby spotkać Deweya. A jego niezwykłość polegała na tym, że dokładnie wiedział, kto najbardziej w danym momencie potrzebuje uwagi.
Tak dobrze się czuli z tym, co im dawał Dewey, że zapragnęli przygarnąć inne kocie stworzenia. Potem życie toczyło się po swojemu ale nic już nie było takie samo. Dotknęła ich miłość... Na czym polegała jej wyjątkowość? Może mogłaby na to odpowiedzieć właścicielka kotki o imieniu Ciasteczko, która tak stwierdziła: „ nikt, ani moja córka, ani rodzice nie kochali mnie tak mocno jak Ciasteczko”
Jeśli znasz kogoś, kto ma kota lub po prostu je lubi to lektura tej książki przysporzy im wielu miłych i ciepłych wrażeń. Czasem może i smutnych ale i taki odcień przeżyć jest nam potrzebny bo w końcu na to czeka wrażliwość. A nie są jej pozbawieni ci, którym los wszystkich zwierząt od nas uzależnionych nie jest obcy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz