wtorek, 22 listopada 2011

Japońskie klimaty

Joanna Bator: Japoński wachlarz. Powroty. [Wyd.2 popr. i poszerzone] Warszawa WAB 2011 r.


         Teraz już  mogę napisać o Japonii, a raczej o książce, dzięki której ta kraina nie jest już dla mnie tak nieodgadniona. Potrzebowałam czasu aby klimat Krainy Kwitnącej Wiśni powoli we mnie wsiąkał. A kiedy już wydawało mi się, że wszystko poznałam to zrozumiałam, że jest to miejsce na ziemi, gdzie nie wystarczy ani wiedzieć o nim jak najwięcej ani nie wystarczy tam być. Japonię może zrozumieć tylko jej mieszkaniec.

         Do takich refleksji doprowadziła mnie lektura książki zatytułowanej „Japoński wachlarz. Powroty.” Jak sam tytuł mówi, jej autorka była w tym egzotycznym kraju wielokrotnie. Do powracania w te strony motywowały Joannę Bator badania naukowe nad złożonością japońskiej kultury.  Prowadzone przez nią wnikliwe obserwacje są tematem wykładów w Polsko  - Japońskiej Wyższej szkole Technik Komputerowych na Wydziale Kultury Japonii.

         W tej chwili mam w sobie tyle wrażeń, że nie wiem od czego zacząć. Może od okładki, na którą patrzenie sprawiało mi tyle przyjemności. Im dłużej patrzyłam coraz bardziej widziałam jak wypełnia u mnie pustkę związaną z treścią a raczej jej brakiem w słowie – Japonia. Teraz też widzę dwa kolory – biały i czerwony. Pierwszy jest odpowiednikiem niewinności kwiatów kwitnącej wiśni a czerwień to kontrast, który tak mocno się wyróżnia na białym tle. Taka jest właśnie Japonia , jednocześnie taka delikatna i zarazem brutalna. Także wewnętrzna strona zaskakuje fotografią autorki, młodej i pięknej kobiety odzianej w kimono o kwiecistym wzorze, przepasanej grubym czerwonym pasem. Spod pleców wystaje spory wachlarz, który jest rozłożony jak u pawia. Rozwiany włos i sylwetka wskazują, iż uśmiechnięta Joanna Bator podskakuje, zapewne z radości jaką daje możność odbywania podróży i poznawania odległych zakątków świata.

         Książka jest pięknie wydana i zaopatrzona także w japońskie słowa i ich graficzne odpowiedniki. Zachwycają mnie pisma, których znaki tworzą symbolikę znaną tylko wtajemniczonym. Wiem także, że opanowanie tego pisma  nie należy do łatwych zadań. Również ciekawym uzupełnieniem tego subiektywnego i osobistego przewodnika są zdjęcia.

         Jednak tym, co najcenniejsze to zapiski spisane barwnym i obrazowym językiem. Każda strona to jak obraz pobudzający do estetycznych odczuć czy refleksyjnej zadumy.

         Podążanie za Panią Joanną po labiryncie japońskiego życia było  dla mnie jak towarzyszenie jej w podróży. I tak jak w wędrówce bywa robiłam sobie przerwy. Po nich zaszywałam się w tłoczne istnienie tutejszych mieszkańców. Zaskoczyła mnie wzmianka o czytaniu Tokijczyków. Oddają się tej czynności wszędzie, nawet „w porannym tłoku tokijskiej kolejki ściśnięci ciało przy ciele. W bliskości, która wystawia na próbę wyuczony dystans i powściągliwość. Plecy w plecy, brzuch w brzuch z sąsiadem. Ile trzeba akrobacji, by uniknąć niegrzecznego spojrzenia w twarz sąsiada. Nikt nie przeklina i nie narzeka. Z gąszczu ciał falujących w rytm pociągu wystają ramiona z książkami”. To bardzo optymistyczna wizja potrzeby czytania.

         Także opisanie kulinarnego świata Japonii to strony wypełnione zdaniami na temat posiłków, których przygotowywanie to istna sztuka. Jedzenie  ma przede wszystkim wyglądem  dostarczyć Japończykom przeżyć estetycznych. W sensie kulinarnym atmosfera świąt trwa tu cały rok. Brzmi to zachęcająco, prawda?

         Trudno napisać krótką recenzję o tej książce. To zadziwiające wobec faktu, że nigdy nie byłam w Japonii. Jednak dzięki książce „Japoński wachlarz. Powroty” mam wrażenie, że wróciłam z dalekiej pasjonującej podróży. I może nadal nie rozumiem tej kultury ale dziś moja Japonia nie jest tak pusta jak kiedyś... Spojrzałam na Kraj Kwitnącej Wiśni innym okiem...

        
          

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz