Delerm Philippe: Dickens,cukrowa wata i inne smakołyki.Przeł. Hanna Tygielska.W-wa 2006 Wyd.Sic!
Lektura tej książki od samego początku przenosi nas w odległe zakątki dzieciństwa. Dzieje się tak z powodu nostalgii, która została obudzona wspomnieniem o jedzeniu. Zwykłe puree okazuje się nadzwyczajnym dodatkiem do obiadu.
Każda strona to delicja, którą chciałoby się delektować. Nieprzypadkowo są na okładce bladoróżowe pianki, delikatne, puszyste i słodkie jak książka. Kiedy autor słowami maluje rozkosze podniebienia powstają pełne ekspresji i zadumy portrety potraw.
Zastanawiałam się , czy po tę książkę warto sięgnąć kiedy jest się głodnym czy najedzonym? Odpowiedź znalazłam w jednym z cytatów Marcela Prousta: ”Potrawy się czyta , a książki się jada”
W jednym z rozdziałów p.t. „Podwieczorek” D.Philippe namawia do „Fai petit!” co oznacza „Jedz mało!”, tak jak jemu mówiły babcie. Wydaje mi się, że tą książkę również należy czytać „Fai petit!” aby móc się nią jak najdłużej delektować.
Pięknym jest także fragment o starym i biednym poecie. Poruszająca jest jego błoga radość gdy spaceruje wieczorem w blasku zapalonych gazowych latarenek i przypomina sobie odkryte zdania. Staje wówczas z rękoma założonymi z tyłu i uśmiechem zadowolenia na ustach. A życie „odmładnia” od tych kilku znalezionych słów. To przydarza się chyba każdemu gdy udaje się oddać słowami to, co czuje.
Czy znacie jabłka miłości? Widziałam je na świątecznym targowisku w Wiedniu. Wyglądały zachęcająco a mimo to nie kupiłam ich. Samo patrzenie sprawiało mi o wiele więcej przyjemności. Chyba przeczuwałam to o czym pisze P.Delerm. Jabłka te z wierzchu wyglądają magicznie, ich czerwony kolor lśni od glazury i kusi…A jednak gdy zęby wbijają się w miękisz spotyka je rozczarowanie spowodowane cierpkością smaku. Taka czasem bywa miłość.
Ta książką zwyczajnie zachwyciłam się. Jeśli chcecie przeżyć to samo to oddajcie się „próżnowaniu pośród nieznanego świata”.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz